Strona 2 z 3

: 24 kwie 2007, o 17:46
autor: Myrmidon
Mam opracowaną przez siebie, z myślą o jakimś artykule, biografię Horatio Nelsona. Trochę tego dużo jest, ale jak chcecie to mogę zamieścić.

Co prawda mam pewne opory przed pisaniem na tym forum o żaglach i swojej pasji, w końcu nijak ma się to do wampirów. Cociaż kiedyś sobie wymyśliłem załogę skladającą się z wampirów.

Byłbym wdzięczny za wypowiedzenie się czy mogę tutaj dalej sobie pisać takie rzeczy, czy jest to nadużycie gościnności forum.

: 24 kwie 2007, o 21:07
autor: Czosnek
W dobie porządków na forum chyba faktycznie lepiej zapytać... tylko kto się wypowie czy możesz, czy nie Myrmidonie?
Ja chciałabym wiedzieć, czy mogę Cię dalej wypytywać... :D .

: 24 kwie 2007, o 23:49
autor: A.Mason
Myrmidon, absolutnie mozesz, skoro temu poswiecony jest watek.
Teksty wlasne (o ile nie sa to kilkusetstronicowe powiesci), jesli dotycza tematu, sa mile widziane. Podobnie jakies krotkie fragmenty, do ktorych sie odnosisz.
Natomiast jesli jakis tekst jest dostepny w sieci, to bardzo prosze o podawanie adresu gdzie go mozna znalezc.

Czosnek, jaki sens jest w powtarzaniu pytania, albo zadawaniu pytania, ktorego odpowiedz i tak wyniknie z wczesniej zadanego juz przez kogos post wyzej? Oczywiscie jest mozliwe, ze osoba, do ktorej kierowane jest pytanie, nie zauwazy posta, ale od czego wtedy PW albo mail?
Ze mna na przyklad form kontaktu jest masa, nie ukrywam zadnej z nich: mail, pw, gg, tlen, icq, jabber. W przypadkach krytycznych mozna nawet dzwonic do mnie na telefon.

: 28 kwie 2007, o 12:01
autor: Nightmer
Nie ma piękniejszego środku transportu niż żaglowce. Zawsze się tym interesowałem - tak po amatorsku rzecz jasna - więc i temat przypadł mi do gustu :wink:

: 2 maja 2007, o 13:48
autor: Myrmidon
Zeszliśmy po schodach do obszernej piwnicy. Czerwone cegły połączone starą wapienną zaprawą dawały piękny kontrast z ciemnym drewnem dębu. Wieść niesie, że „on” zbudował ten lokal z resztek drewna ze starych żaglowców. Być może jest to tylko śmieszna plotka, ale biorąc pod uwagę życiorys właściciela może się w tym kryć nie tylko ziarno prawdy. Po przekroczeniu progu zaszuraliśmy butami o trociny obficie rozsypane po podłodze z, jakkolwiek to zabrzmi ale, prawdziwych desek pokładu HMS Victory. Jak sam zwykł twierdzić odzyskał je po roku tysiąc osiemsetnym, kiedy to miała miejsce rekonstrukcja tej jednostki. Gorąco z trzech kominków, rozmieszczonych w rogach sali, wprost uderzało. Aż dziw brał, że stare mapy nawigacyjne zdobiące ściany nie spłonęły od tego żaru.
‘Nie krępujcie się i wejdźcie dalej. Śmiało!’ usłyszeliśmy w myślach „jego” głos. Widzieliśmy ledwie ciemną sylwetkę pod jedną ze ścian. Gdy podeszliśmy bliżej oczom naszym ukazał się dość niezwykły widok. Alexander Dickman, bo tak chciał aby go zwano (tak naprawdę to nikt nie znał jego prawdziwego imienia ani wieku, ale sądząc po jego obłędzie był bardzo stary, chociaż podobno oszalał po kilku bitwach, nikt nie wie), ubrany był w wyśmienitą kurtę w granatowym kolorze z białymi wyłogami i złotymi guzikami. Na nogach miał białe obcisłe spodnie do kolan i jedwabne pończochy. Swoje długie białe włosy miał starannie splecione w warkocz i przewiązane czarną wstążką. W oczy rzucał się wyraźny ślad po odprutym prawym epolecie.
‘Czemu się dziwicie? Przecież mamy dwudziesty pierwszy października’ wyszeptał głos w naszych głowach.
- In the immortal memory of Nelson – powiedział i podniósł kubek wypełniony, na Ukrytego - rumem!
- Siądźcie i posłuchajcie Dzieci Nocy zawodzenia starego wilka – powiedział a w naszą stronę przysunęły się cztery stołki. Wszyscy się uśmiechnęliśmy, nigdy nie wiadomo jaką opowieść ma dla nas Alexander. Nigdy też nie zastanawialiśmy się po co tu przychodzimy. Coś jest w jego opowieściach co pozwala na chwilę zapomnieć…

: 8 maja 2007, o 13:25
autor: Bachio
Wow... piękne statki, a i wiedza szeroka widze;] Zawsze byłem ciekaw jak to dokładnie kiedyś mierzono prędkość na statkach. Widze wampiry wiedzą wszystko

: 8 maja 2007, o 15:04
autor: Myrmidon
Na wstępie malutaka errata:
Alexander przysunął osiem krzeseł. (Kasiek, Czosnek, Tamos, Fumiko, A.Mason, Nightmer, Bachio i podejrzany typ Myrmidon)

Myślę, że jak ktoś jeszcze przyjdzie to Alexander bez problemu dosunie jakieś krzesło czy stołek.

Tearz disclaimer:
Staram się jak mogę aby historia żaglowców była jak najprawdziwsza, jednak czasem ciężko to jednoznacznie ustalić. Niektóre relacje i źródła podają różne wersje, w takim przypadku wybieram taką jaka mi się najbardziej podoba. Co do Alexandra, to jest szalonym wampirem więc ma prawo czasem podkoloryzować opowieść.

C.D. Alexandra:

…Alexander rozpoczął swoją opowieść.
„W roku pańskim tysiąc siedemset pięćdziesiątym ósmym zima była nawet umiarkowana. Typowa dla hrabstwa Kent – chłodna, ponura i wilgotna. Zmierzałem akurat raźnym krokiem wzdłuż bramy stoczni Chatham, gdy niezwykłe poruszenie zwróciło moją uwagę. W tamtym momencie nie wiedziałem jeszcze, że informacja jaką zaraz usłyszę zmieni moją nudną egzystencję w stopniu w jakim nigdy nie śmiałbym marzyć. Zainteresowany niespodziewanym ruchem pod bramą stoczni podszedłem bliżej. Gdy przebiłem się przez zwarty tłum moim oczom ukazał się dość nieciekawy afisz:
‘Zarządca stoczni w Chatham niniejszym ogłasza nabór cieśli i robotników do pracy przy przygotowaniu suchego doku, w którym zbuduje się wspaniały i niezwyciężony liniowiec pierwszej klasy o stu sześciu działach.’
Po przeczytaniu tego ogłoszenia moje serce zabiło żwawiej. Liniowiec pierwszej klasy! Sto sześć dział! Cóż za niezwykłe wydarzenie, niesamowite! Aż do dzisiaj zbudowano zaledwie dziesięć liniowców tej klasy, a jednocześnie w służbie nie było więcej niż dwa. Royal Navy nie cierpiała na manię wielkości. Dużo bardziej woleli małe, zwrotne jednostki, dlatego też pełno było we flocie fregat czy slupów wojennych. Liniowce to prawdziwa arystokracja na morzach. Dla dowódcy szczytem marzeń były liniowce trzeciej klasy, z kolei młodzi dowódcy woleli małe fregaty z ich niezwykła szybkością i manewrowością, którą rekompensowali braki w sile ognia. Oczywiście chodziło o pryzy i zaszczyty.
Niewiele się zastanawiając zaciągnąłem się do brygady przygotowującej dok pod tą niezwykłą jednostkę. Praca szła bardzo szybko i już na przełomie czerwca i lipca dok był ukończony. W trakcie przygotowań doku pracowałem bez wytchnienia. Na szczęście mój dar pozwalał mi na pracę w dzień. Praca w brygadzie była prawdziwą torturą, tyle pełnych życia ludzi. Szczęśliwi, młodzi, zdrowi. Te pulsujące tętnice. Nie mogłem sobie pozwolić na przerwanie maskarady, więc żywiłem się na koniach pociągowych zatrudnionych w stoczni. Paskudna dieta ale niezbędna.
W czerwcu 1759 przyszły plany obrysu kadłuba, które jak się okazało były wzorowane na HMS Royal George, który został zwodowany w 1756 roku. Stępkę położyliśmy 23 lipca 1759 roku w doku numer dwa, który obecnie nazywa się Victory Dock.
Nazwę wybrano w październiku 1760 roku. Nazwa miała upamiętniać Annus Mirabilis , czyli rok zwycięstw (1759). To właśnie w tym roku cieszyły nas wspaniałe zwycięstwa podczas później nazwanej wojny siedmioletniej. Zwycięstwa lądowe pod Quebec czy Minden, oraz zwycięstwa morskie w Lagosie i Zatoce Quiberon cieszyły nasze serca przez cały poprzedni rok. Jednak wśród brygad budujących HMS Victory chodziły słuchy, że ta nazwa to zły omen, ponieważ poprzedni HMS Victory, również liniowiec pierwszej klasy, zatonął wraz z całą zalogą.
Choć zwyczajem było pozostawianie kadłubów okrętów na jakiś czas aby się wyrezonowały z HMS Victory było nieco inaczej. Koniec wojny siedmioletniej zmusił nas do przerwania prac i przykrycia kadłuba płótnem. I tak przeleżakowała przez trzy lata…

: 8 maja 2007, o 20:58
autor: Czosnek
Myrmidon pisze:Na wstępie malutaka errata:
Alexander przysunął osiem krzeseł. (Kasiek, Czosnek, Tamos, Fumiko, A.Mason, Nightmer, Bachio i podejrzany typ Myrmidon)
Dzięki za krzesło Alexandrze . Bardzo wygodne, cóż za oparcie!

Myrmidonie - kiedy znikasz na cztery miesiące? Przed zniknęciem zamieścisz całość biografii czy nie da rady?

: 9 maja 2007, o 19:32
autor: Myrmidon
Drogi czosnku!
Znikam w ciągu najbliższych dwoch tygodni.
Jeśli się uda to umieszczę całą istorię HMS Victory (a właściwie Alexander opowie). Problem jest taki, że nie mam czasu sznurowadeł zawiązać, a co dopiero przed kompem usiąść na dłużej. Ale dołożę wszelkich starań. :D

: 16 maja 2007, o 21:44
autor: Alienor
Stawia się wykwalifikowany załogant, winorośl Alienor, żeglarz jachtowy z niewielkim doświadczeniem morskim (Świnoujście-Laboe-Travemunde-Kopenhaga-Świnoujście, jacht typu Horn) i nieco większym mazurskim (jeszcze nauczono mnie podstaw etykiety). Na morskie opowieści zawsze chętna.

Myrmidon, wiem, że po angielsku zawsze o statku mówi się "she", jak widzę w pierwszym Twoim wpisie o Cutty Sark też tak napisałeś. Przypadek czy po polsku też tak się mówi?

: 17 maja 2007, o 13:21
autor: Fumiko
Jako absolutnie niewykwalifikowany załogant mogę się mylić, ale chyba zawsze statek jest kobietą. Stąd też przesąd, że kobieta na pokładzie przynosi pecha (bo statek jest zazdrosna)...

: 17 maja 2007, o 16:48
autor: Mcbet
hmmmm Tytanic tez byla kobieta ??

: 18 maja 2007, o 10:07
autor: Fumiko
W filmie marynarze mówili o statku "she" więc pewnie też...

: 20 maja 2007, o 12:13
autor: Myrmidon
I kolejne dwa krzeselka wędrują w kierunku grupy zasluchanych. Miło powitać piękną winorośl Alienor oraz i dum nego renegata Mcbet'a.

Co do 'she' to wystarczy spojrzeć na dowolny żaglowiec i od razu widać, że jest to piękna dama. Prawdziwa 'lady of the seas'. Smukła, wystrojona w białą sukienkę z bandą mężczyzn zawzięcie ją adorujących, niezależna, czasem porywcza ale gdy traktowana z uczuciem i szacunkiem to spokojna i bezpieczna.

Poniżej ciąg dalszy historii HMS Victory. Przepraszam za zwłokę ale dziwne rzeczy się ostatnio u mnie dzieją i nie mogę regularnie spisywać opowiadań Alexandra.



Jak dzisiaj mogę domniemywać, ten trzyletni okres leżakowania wpłynął zadziwiająco dobrze na późniejszą żywotność HMS Victory. Do stoczni powróciliśmy jesienią 1763 roku. Przez cały ten okres nie mogłem oderwać swoich myśli od tej pięknej jednostki. Ostatecznie zwodowaliśmy ją 7 maja 1765 roku. Jej koszt na ówczesne czasy to oszałamiające 63 176 funtów i 3 szylingi, co obecnie daje jakieś 50 milionów funtów. Na konstrukcję zużyliśmy 6000 drzew, w 90% dębiny a pozostałe 10% to był wiąz, sosna i jodły. Nasze serca rosły gdy tak patrzyliśmy na jej sylwetkę. Wspaniała!
Pech chciał, że nie było natychmiastowego zapotrzebowania na jej usługi, została więc przeniesiona do rezerw, pozbawiona masztów i uwiązana do nabrzeża rzeki Medway, gdzie spędziła 13 lat w oczekiwaniu na przyłączenie się Francji do wojny o amerykańską niepodległość. Dzięki czemu w 1778 roku została oficjalnie powołana do służby pod dowództwem Rear Admiral John Campbell, który został jej pierwszym kapitanem oraz Captain Jonathan Faulknor, który został jej drugim kapitanem, coś na kształt zastępcy kapitana. Na maszt dumnie wciągnięto flagę Admirała Augustusa Keppel’a. Gdy pierwszy raz postawiłem na niej stopę jako pomocnik cieśli była uzbrojona następująco: 30 armat 32 i 42 funtowych, były to prawdziwe olbrzymy, 30 armat 24 funtowych oraz 40 małych 12 funtowych. Później doposażono ją w 2 karonady 68 funtowe. Jaka to potęga! Wystarczy powiedzieć, że jedna salwa burtowa HMS Victory posyłała w kierunku wroga około 553 kg żelaza!

: 20 maja 2007, o 15:03
autor: Czosnek
Myrmidon pisze: Co do 'she' to wystarczy spojrzeć na dowolny żaglowiec i od razu widać, że jest to piękna dama. Prawdziwa 'lady of the seas'. Smukła, wystrojona w białą sukienkę z bandą mężczyzn zawzięcie ją adorujących, niezależna, czasem porywcza ale gdy traktowana z uczuciem i szacunkiem to spokojna i bezpieczna.
Świetnie powiedziane Myrmidonie. Świetnie. A jakie prawdziwe! BRAWO.