Służby wywiadu doniosły o wątku, to się wyrwałam na chwilę z Wiejskiej Otchłani Bezsensu (prozaicznie zwanej zadupiem) i brzdęknę coś w temacie. Chiba powinnam, bo Seishou zwracał się do mnie bezpośrednio.
Czy książkę można by było napisać lepiej? No bba, na pewno. I Grzędowicz by ją napisał lepiej, bo ma doświadczenie i warsztat (szanuję Jarka bezgranicznie) i Sapkowski też oj jakby pokazał pazur a na pewno najlepiej by ją napisał Pacyński, gdyby żył.
Ale tak się złożyło, że napisała ją Kozak. Jakoś inni nie chcieli, mieli co innego na tapecie. A rzeczona Kozak akurat chciała i zrobiła to najlepiej, jak tylko potrafiła.
W zasadzie Ałtorka mogła poczekać dziesięć lat, wtedy książka byłaby lepsza. Niewątpliwie. A za dwadzieścia byłaby jeszcze lepsza. No i stąd prosty wniosek, że najlepsza byłaby napisana pośmiertnie. Całe szczęście, że się tak nie da, bo taki Szekspir nie dałby nam odrobiny wytchnienia i kosił każdą konkurencję. Macie pojęcie: po tym co zrobił przyżyciowo plus po paruset latach praktyki jakie numery by odwalał, stary drań?
Dziękuję za uwagi, Seishou, przyjmuję do wiadomości, że coś Ci się podobało a coś nie. Rozumiem, że trafiłoby bardziej w Twój gust, gdyby scena podstolikowa działa się w toalecie, gdyby niektóre postacie zachowywały się inaczej, niż się zachowują, gdyby dialogi brzmiały inaczej, gdyby nie było Lordów, tylko...
Zaraz, czy Ty aby nie wolałbyś zupełnie innej książki? Trochę podobnej do „Nocarza” tylko bardziej „twojej”? No cóż, ja napisałam tak, jak umiem. Najwyraźniej nie trafiłam w Twoje gusta i oczekiwania, jest mi umiarkowanie przykro z tego powodu, o tyle czuję się rozgrzeszona, że się nie znamy, więc miałam prawo nie wiedzieć.
Może więc zrób to sam? „Nocarz” alternatywnie. Zaproponuj swoje rozwiązania, swoją wersję wydarzeń. Zamieścimy na sieci i podyskutujemy. Kto wie, może ta inna wersja faktycznie będzie lepsza?
A nie, Ty nie piszesz, tylko malujesz. No to namaluj Vespera, proszę.
I zaraz zobaczysz, ile Ci głosów huknie, że on wcale nie powinien być taki, tylko inny, bardziej męski/nie taki napakowany, wyższy/niższy, chudszy, grubszy a może zezowaty, to by mu dodało głębi i uroku. A Rembrandt, jakby żył, ten to by dopiero Vespera odmalował, zupełnie jak żywego. No więc z czym do ludzi, chłopie, z czym do ludzi? Hmmm może mógłbyś poczekać z dziesięć lat z tym malowaniem, bo teraz to jeszcze ujdzie, załóżmy, ale jakbyś jeszcze parę lat poćwiczył to dopiero dałbyś czadu.
A jak nie doczekasz tych dziesięciu lat bo cię przejedzie ciężarówka z kapustą i Vespera nie będzie wcale?
To ile frajdy ominie tych, którym by się akurat spodobało! Ha!
I tym filozoficznym, nieco melodramatycznym akcentem (prawie) kończę mą przydługą wypowiedź.
P.S. Nie przyjmuję do wiadomości uwag, że z moooo-im talentem to ho-ho, gdybym się postarała, stworzyłabym Dzieło przed Duże De... ale niestety leniłam się i odpaliłam festyn, aby zbyć a teraz biedni czytelnicy przez to cierpią. Bo najuczciwiej na świecie postarałam się na 10 000% i oto, co wyszło. Widać mój talent wcale nie jest aż taki olśniewający. Ale to mój talent i czuję się z nim związana emocjonalnie, więc się go tak łatwo nie wyrzeknę
